Szukaj produktu

Strefa redakcji

 


Muzyka rockowa

gru 12

Dziś, w samym środku zimy przyśnił mi się piękny sen. Leżałem na ciepłym, złotym piasku, nad brzegiem jakiegoś morza albo oceanu. Wiatr przyjemnie głaskał twarz kojącym chłodem i sprawiał, że morskie fale łagodnie tańczyły. Muzyka rajskich ptaków brzmiała jak muzyka rockowa i uspokajała mnie do reszty i nie chciało mi się wstać. Postanowiłem więc rozejrzeć się po tej bajecznej krainie. Białe klify odbijały promienie słońca a licie palm kołysały się leniwie. Wszystko wokoło było tak piękne, że aż ciężko było w to uwierzyć. Nie mogłem oderwać oczu od słońca, którego tak bardzo brakowało mi na co dzień. Jego ciepłych łaskoczących policzki promieni. Zamknąłem na chwilę oczy i spod powiek przyglądałem się falującemu błękitowi morza… Nagle ze snu wyrwała mnie muzyka rockowa z radia nastawionego na godzinę szóstą rano. To było straszne. Za oknem padał deszcz ze śniegiem, na ulicach chlapa, a na termometrze niezdecydowane zero. No, niestety, takie życie. Mimo zimna wstałem spod ciepłej kołdry i w kilka sekund się ubrałem. Po chwili, z kubkiem ciepłej kawy, rozgrzewając się powoli, siedziałem słuchając muzyki, która zawsze kojarzyła mi się z latem. Postanowiłem, że w tym roku, w marcu, kiedy najbardziej tęskni się do słońca, pojadę do Egiptu. To był bardzo inspirujący sen.
Siedzę sobie przed komputerem i zastanawiam nad tym, co zrobić dzisiejszego wieczora. Tak się złożyło, że mam jutro wolne, więc chce to jakoś wykorzystać. Jako, że dawno nigdzie nie wychodziłem przeglądam oferty klubów. W jednym jakiś koncert hip-hopu. No cóż, nie jest to moja ulubiona muzyka. Szukam więc dalej. W restauracjach gdzieniegdzie wieczorki zapoznawcze dla samotnych lub zamknięte imprezy. Albo wielkie nic. Sprawdzam kluby. Tu powinienem mieć największe pole wyboru. W pierwszym kurs salsy a potem latynoska, ale tak się jakoś utarło, że nie rozumiem tych brazylijskich nut, więc odpada. W kolejnym klubie impreza dal fanów czarnej muzyki. No dobrze, myślę sobie, czarna muzyka, czyli klubowe, murzyńskie rytmy, czyli coś w czym się odnajduję. Sprawdzam jeszcze kilka innych ofert, ale nic lepszego nie znalazłem. Dzwonię po kumpla i jedziemy. Pod klubem jest trochę ludzi, więc wysiadamy i kierujemy się ku wejściu. Niestety już od pierwszej chwili wszystko wydało się podejrzane. Muzyka wcale nie dudniła rytmicznie z głośników, tylko raczej rzęziła. Ludzie przed lokalem mieli długie włosy niezależnie od płci, nosili glany i w większości ubrani byli na czarno… Czarna muzyka… Nagle doszło do nas, o co w tym wszystkim chodzi i czym prędzej wróciliśmy do auta. Na szczęście miałem kilka fajnych filmów, więc kupiliśmy zakąski i chcąc nie chcąc, zafundowaliśmy sobie wieczorny seans.

Comments are closed.